Rządowy program „TOP Mama”, który ma zapewnić ciężarnym bezpieczny transport na porodówki, zalicza kolejne opóźnienie. Mimo że rozporządzenie w sprawie programu wchodzi jutro (31 stycznia) w życie, w praktyce nic się nie zmieni - brakuje zarządzenia prezesa NFZ.
- Program „TOP Mama” miał ruszyć jeszcze w styczniu, ale brakuje zarządzenia NFZ
- Szpitale oddalone o min. 25 km od porodówek będą mogły się zgłaszać do programu
- Zainteresowane placówki w Lesku i Chodzieży czekają na komplet przepisów
- W Polsce działa tylko 266 oddziałów położniczych
- Wiceminister obiecał publikację zarządzenia dzisiaj
Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM Michał Dobrołowicz, program, który miał pomóc kobietom z terenów oddalonych od szpitali, utknął w biurokratycznej pułapce. Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski jeszcze w połowie stycznia zapewniał: „Są punkty, które ruszą pewnie jeszcze w styczniu, bo już na to czekają”.
Teraz? Ten sam wiceminister mówi wprost o problemach.
Bez zarządzenia NFZ nic się nie ruszy
„Musi minąć czas po tym, jak zawiśnie zarządzenie prezesa NFZ, będzie procedura legislacyjna itd. Nie wiem, ile czasu to zajmie w praktyce” - przyznaje Maciejewski w rozmowie z RMF FM. Dodaje, że wszystko zależy od sprawności NFZ-tu i oferentów.
To zarządzenie to dokument, który otworzy drogę szpitalom bez porodówek do zgłaszania się do programu. Bez niego cały „TOP Mama” pozostaje martwą literą prawa.
Wiceminister obiecał, że zarządzenie pojawi się dzisiaj. Ale nawet jeśli tak się stanie, sprawy organizacyjne i podpisywanie kontraktów zajmą kolejne dni, a może tygodnie.
Kto może skorzystać z programu?
Program skierowany jest do szpitali bez oddziałów położniczych, które są oddalone o co najmniej 25 kilometrów od najbliższej porodówki. Te placówki będą mogły uruchomić pokoje narodzin, gdzie w sytuacji awaryjnej poród przyjmie położna.
Zainteresowanie już jest - placówki w Lesku na Podkarpaciu i w Chodzieży w Wielkopolsce czekają na możliwość zgłoszenia się. Ale muszą poczekać na komplet przepisów.
Problem z porodówkami narasta
Sytuacja z dostępem do opieki okołoporodowej w Polsce nie jest różowa. Obecnie działa 266 oddziałów położniczych - to o 62 mniej niż dwa lata temu. A spadek liczby porodów w kraju wynosi średnio 20 tysięcy rocznie.
W tej sytuacji każde opóźnienie programu, który ma poprawić dostęp do opieki, może budzić niepokój. Zwłaszcza u przyszłych rodziców z terenów, gdzie do najbliższej porodówki jest daleko.
„Jeśli ktoś jest przygotowany, to może ruszyć w lutym. Nie wiem, w ilu miejscach, zobaczymy, kto się zgłosi” - mówi wiceminister Maciejewski. I dodaje, że program pierwotnie miał ruszyć 1 stycznia.
Teraz pozostaje czekać na ruch NFZ. I mieć nadzieję, że tym razem terminy będą dotrzymane.


Komentarze