Najnowsza adaptacja „Wichrowych wzgórz” w reżyserii Emerald Fennell, z Margot Robbie i Jacobem Elordim w rolach głównych, okazuje się być wielkim rozczarowaniem. Film, który miał trafić do polskich kin jutro na Walentynki, według pierwszych recenzji bardziej śmieszy niż wzrusza.
- Nowe „Wichrowe wzgórza” z Margot Robbie i Jacobem Elordim trafiają do kin 14 lutego
- Recenzentka zarzuca filmowi śmieszność i źle pojętą dosłowność
- Jedynym plusem produkcji ma być warstwa muzyczna Anthony’ego Willisa
- Film kosztował Warner Bros. Pictures 80 milionów dolarów
- Emerald Fennell miała stworzyć „odważną i oryginalną wersję” klasyki Emily Brontë
„Miał być wulkan emocji, eksplozja namiętności i mroczna opowieść o toksycznym uczuciu. Zamiast tego 'Wichrowe wzgórza’ w reżyserii Emerald Fennell serwują źle pojętą dosłowność i śmieszność” - pisze Karolina Grabińska w swojej recenzji dla Onet Kultura.
80 milionów dolarów na modową sesję zdjęciową?
Krytycy nie szczędzą gorzkich słów dla najnowszej adaptacji klasycznej powieści Emily Brontë. Film z budżetem 80 milionów USD, według recenzentów, przypomina bardziej „za długie kulisy sesji zdjęciowej do ekskluzywnego magazynu o modzie i designie” niż porywającą opowieść o miłości i obsesji.
Margot Robbie wcieliła się w rolę Catherine Earnshaw, a Jacob Elordi zagrał Heathcliffa - postacie, których „zakazana, romantyczna namiętność z czasem staje się toksyczna”, jak zapowiadało studio Warner Bros. Pictures. Niestety, ta obiecująca koncepcja najwyraźniej nie została przełożona na ekran w sposób przekonujący.
Jedyny plus? Muzyka
Co ciekawe, jedynym elementem, który zdaniem krytyków broni się w nowej adaptacji, jest warstwa muzyczna. Za soundtrack odpowiada Anthony Willis, który najwyraźniej jako jedyny z ekipy potrafił uchwycić właściwy nastrój tej mrocznej historii.
Zdjęcia do filmu realizował Linus Sandgren, a w obsadzie oprócz gwiazd głównych znaleźli się także Hong Chau, Shazad Latif, Alison Oliver, Martin Clunes i Ewan Mitchell.
Walentynkowa premiera w Polsce
Film trafi na polskie ekrany 14 lutego 2026 roku - w sam dzień Walentynek. Data wydaje się być idealnie dobrana do romantycznej historii, choć po pierwszych recenzjach trudno powiedzieć, czy widzowie otrzymają upragniony romantyczny wieczór, czy raczej niezamierzoną komedię.
Emerald Fennell, znana z nagrodzonej Oscarem „Obiecującej. Młodej. Kobiety.”, miała stworzyć „odważną i oryginalną wersję jednej z największych historii miłosnych wszech czasów”. Czy się udało? O tym przekonamy się już jutro.
Źródło: Kultura Onet


Komentarze