Robert Duvall, jeden z najwybitniejszych aktorów w historii Hollywood, zmarł 15 lutego w wieku 95 lat. O śmierci gwiazdy „Ojca chrzestnego” i „Czasu apokalipsy” poinformowała jego żona Luciana.
- Robert Duvall zmarł 15 lutego w wieku 95 lat
- Aktor odszedł w spokoju, otoczony rodziną
- Zdobył Oscara za rolę w „Pod czułą kontrolą” w 1984 roku
- Grał Toma Hagena w sadze „Ojciec chrzestny”
- Karierę filmową rozpoczął od „Zabić drozda” w 1962 roku
„Wczoraj pożegnaliśmy mojego ukochanego męża, przyjaciela i jednego z najlepszych aktorów naszych czasów. Bob odszedł w spokoju, otoczony rodziną i bliskimi” - napisała Luciana Duvall, żona aktora.
Od teatru do Hollywood
Urodzony 5 stycznia 1931 roku w San Diego Robert Duvall początkowo miał iść w ślady ojca - admirała marynarki wojennej. Życie jednak pokierowało go inaczej. Po służbie wojskowej w latach 1953-1954 zdecydował się na studia aktorskie w Neighborhood Playhouse School of the Theatre pod okiem legendarnego Sanforda Meisnera.
Na deskach teatru występował już w latach 50., ale o kinie marzył od zawsze. Ten sen spełnił się w 1962 roku. Duvall zadebiutował na wielkim ekranie w dramacie „Zabić drozda”, wcielając się w tajemniczego Boo Radleya. Rola ta zapewniła mu uznanie krytyków i otworzyła drzwi do dalszej kariery.
Partnerstwo z Coppolą
Prawdziwy przełom przyszedł wraz ze współpracą z Francisem Fordem Coppolą. Duvall zagrał consigliere rodziny Corleone, Toma Hagena, w pierwszych dwóch częściach „Ojca chrzestnego”. To właśnie ta rola - spokojnego, inteligentnego prawnika mafii - na trwale zapisała go w historii kina.
Współpraca z Coppolą zaowocowała też występem w „Czasie apokalipsy”, gdzie Duvall stworzył niezapomnianą postać pułkownika Kilgore’a, kochającego zapach napalmu o poranku.
Oscar za „Pod czułą kontrolą”
Choć grał w dziesiątkach filmów, statuetka Oscara trafiła do Duvalla dopiero w 1984 roku. Nagrodę otrzymał za główną rolę w dramacie „Pod czułą kontrolą” (Tender Mercies), gdzie zagrał upadłego piosenkarza country próbującego odbudować życie.
To nie była jedyna nagroda w jego kolekcji - zdobył też BAFTA, cztery Złote Globy i dwie nagrody Emmy. Ale najważniejsze było coś innego: szacunek kolegów po fachu i widzów na całym świecie.
Duvall należał do tego pokolenia aktorów, które nie potrzebowało spektakularnych gestów czy krzykliwych ról. Jego siła tkwiła w autentyczności - potrafił sprawić, że każda postać, nawet najmniejsza, stawała się żywa i prawdziwa.
Zmarł w wieku 95 lat, pozostawiając po sobie dziedzictwo, które będzie inspirować kolejne pokolenia aktorów. I filmy, które na zawsze pozostaną klasykami kina.
Źródło: Vogue Polska


Komentarze