W środę, 25 lutego, w słowackiej części Tatr doszło do tragedii, która wstrząsnęła polskim środowiskiem skialpinistów. W Dolinie Mięguszowieckiej lawina przysypała dwóch doświadczonych freeriderów - Aliego Olszańskiego i Marka Patolę. Mimo desperackiej akcji ratunkowej nie udało się uratować mężczyzn.
- Lawina w Dolinie Mięguszowieckiej zasypała dwóch polskich freeriderów
- Ali Olszański i Marek Patola to znane postacie środowiska skialpinistycznego
- W akcji ratunkowej wzięli udział czescy skialpiniści z detektorami lawinowymi
- W Tatrach obowiązywał trzeci stopień zagrożenia lawinowego
- To kolejna tragedia w zimowych Tatrach w tym sezonie
Dramatyczne chwile w żlebie pod Popradzką Granią
Do wypadku doszło po południu, w rejonie niebieskiego szlaku turystycznego. Lawina zeszła ze żlebu opadającego z Popradzkiej Grani. Jak donosi Eurosport, słowaccy ratownicy otrzymali zgłoszenie od innych polskich skialpinistów, którzy widzieli dwóch mężczyzn w torze lawiny.
Problem? Polscy świadkowie nie mieli przy sobie detektorów lawinowych. To uniemożliwiło natychmiastową pomoc. Na szczęście wkrótce na miejscu pojawiła się grupa pięciu czeskich skialpinistów.
I tu zaczęła się walka o życie. Czesi byli wyposażeni w detektory, sondy i łopatki lawinowe. To oni rozpoczęli dramatyczne przeszukiwanie lawiniska.
Akcja ratunkowa z udziałem śmigłowca
Na miejsce tragedii skierowano śmigłowiec Horskiej Zachrannej Służby z ratownikiem, przewodnikiem z psem lawinowym i lekarzem. Pierwszego z mężczyzn wydobyto spod śniegu jeszcze podczas desantu ratowników.
Mimo wysiłków medyków nie udało się przywrócić mu funkcji życiowych. Drugi z freeriderów został odnaleziony z rozległymi obrażeniami. Długa reanimacja też nie przyniosła skutku.
W Tatrach obowiązywał wtedy trzeci, znaczny stopień zagrożenia lawinowego. To wyraźne ostrzeżenie dla wszystkich, którzy planują wyprawy w góry.
Kim byli Ali Olszański i Marek Patola?
To nie byli przypadkowi turyści. Ali Olszański był instruktorem splitboardingu i pasjonatem ekstremalnych zjazdów. „Wysoko, samotnie - tam odpoczywam, tam się realizuję” - mówił o sobie.
Marek Patola? Doświadczony freerider i skialpinista, znany w środowisku z determinacji i miłości do gór. „Nie żyje Marek Patola, świetny i nieustraszony freerider, wspaniały kolega. Człowiek zabawny i zdeterminowany jak mało kto. Góry kochał miłością dziką i był nie do dogonienia” - napisał o nim przyjaciel Dominik.
Wczoraj w lawinie w Dolinie Mięguszowieckiej zginęli Ali Olszański i Marek Patola. Odważni, szaleni, zdeterminowani w poszukiwaniu linii. Jedni z najbardziej aktywnych freeriderów w Tatrach. Przyjaciele, złoci ludzie
Te słowa Moniki Strojny z Polskiego Związku Alpinizmu na facebookowym profilu Skialpinizm pokazują, jak wielką stratą dla środowiska jest ta tragedia.
Kolejny dramatyczny sezon w Tatrach
To już kolejny tragiczny wypadek w zimowych Tatrach w tym sezonie. Góry nie wybaczają błędów, zwłaszcza zimą. Lawiny, nagłe zmiany pogody, oblodzone szlaki - to wszystko czyni Tatry miejscem pięknym, ale i bardzo niebezpiecznym.
Dla środowiska freeriderów i skialpinistów śmierć Olszańskiego i Patoli to ogromny cios. Byli nie tylko doświadczonymi sportowcami, ale też inspiracją dla młodszych adeptów górskich sportów ekstremalnych.
Tragedia przypomina o tym, jak ważne jest odpowiednie przygotowanie do wypraw w góry. Detektory lawinowe, sondy, łopatki - to podstawowe wyposażenie, które może uratować życie. Czasem jednak nawet najlepsze przygotowanie nie wystarczy przeciwko potędze natury.
Źródło: Sport Interia


Komentarze