Ministerstwo Energii opublikowało projekt rozporządzenia, które może wpłynąć na wysokość rachunków za ciepło dla milionów Polaków. Wartość dodatkowego 30-procentowego przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 dla ciepłownictwa ma być uwzględniana przez Urząd Regulacji Energetyki przy kalkulowaniu nowych taryf cieplnych.
- Rząd ujawnił plan uwzględniania bezpłatnych uprawnień CO2 w taryfach za ciepło
- 30-procentowy przydział ma być kalkulowany przez URE przy nowych taryfach
- Politycy ostro spierają się o ETS2 i wpływ na rachunki Polaków
- Europosłowie głosowali nad poprawkami uchylającymi dyrektywy klimatyczne
- Wyrok Trybunału Konstytucyjnego może wpłynąć na stosowanie przepisów UE
Projekt rozporządzenia, który trafił na strony Rządowego Centrum Legislacji, to kolejny element układanki związanej z wdrażaniem unijnej polityki klimatycznej w Polsce. I jak zwykle w takich przypadkach - budzi kontrowersje.
Bezpłatne uprawnienia w taryfach. Co to oznacza dla konsumentów?
Sprawa brzmi skomplikowanie, ale dotyczy każdego z nas. Chodzi o to, w jaki sposób przedsiębiorstwa ciepłownicze będą mogły uwzględnić w swoich kosztach - i przez to w cenach dla klientów - wartość uprawnień do emisji CO2, które otrzymują za darmo.
Do tej pory system działał w ten sposób, że ciepłownie kupowały uprawnienia na aukcjach, a koszty tych zakupów mogły zostać przerzucone na konsumentów. Teraz ma się to zmienić. Część uprawnień będzie rozdawana bezpłatnie, ale ich wartość i tak może zostać uwzględniona w taryfach.
Brzmi absurdalnie? Dla wielu Polaków faktycznie tak.
Europosłowie Lewicy i KO zagłosowali PRZECIWKO moim poprawkom uchylającym ETS2 i dyrektywę o przymusowych remontach klimatycznych budynków❗ Ci ludzie właśnie udowodnili, że chcą dla Was ogromnych podwyżek opłat za ogrzewanie
Tak napisała na X europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik, której post zebrał ponad 7 tysięcy polubień. I nie jest osamotniona w krytyce.
Polityczna burza wokół ETS2
Dyskusja o nowych taryfach za ciepło to tylko wierzchołek góry lodowej. W tle toczy się znacznie większa bitwa o przyszłość polskiej energetyki i to, jak bardzo europejski system handlu emisjami (ETS) wpłynie na koszty życia zwykłych obywateli.
System ETS2, który ma objąć budynki i transport, budzi szczególne emocje. Politycy Prawa i Sprawiedliwości przekonują, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego unieważnia te przepisy. Ale czy rzeczywiście?
Mili Państwo, pan poseł Jaki kłamie. Mówiąc, że „wystarczy opublikować wyrok Trybunału Konstytucyjnego i nie ma ETS” oszukuje Was
To odpowiedź dziennikarza Jakuba Wiecha na słowa posła Patryka Jakiego. Spór trwa i nie zanosi się na szybkie rozwiązanie.
Poseł Jaki odpiera zarzuty: „Wyrok TK wywalił ETS i pochodne do kosza”, ale jego oponenci twierdzą, że to populizm i wprowadzanie ludzi w błąd.
Jak rząd tłumaczy swoje decyzje
Ministerstwo Energii nie pozostaje obojętne na krytykę. W uzasadnieniu projektu rozporządzenia urzędnicy argumentują, że uwzględnienie bezpłatnych uprawnień w taryfach ma na celu sprawiedliwy podział kosztów transformacji energetycznej.
Logika jest taka: przedsiębiorstwa ciepłownicze otrzymują część uprawnień za darmo, ale ich wartość rynkowa i tak reprezentuje określony koszt alternatywny. Innymi słowy - gdyby te uprawnienia sprzedały na rynku, zarobiłyby pieniądze. Skoro ich nie sprzedają, tylko używają do produkcji ciepła, to ten koszt może zostać uwzględniony w cenach.
Czy to uczciwe wobec konsumentów? Opinie są podzielone.
Unijne naciski i niemieckie wezwania
Tymczasem w Brukseli trwa dyskusja o przyszłości całego systemu handlu emisjami. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz na ostatnim spotkaniu liderów UE wezwał do przyspieszenia przeglądu systemu ETS.
Dokument przygotowany przez Radę Europejską, do którego dotarło POLITICO, wzywa Komisję Europejską do zmniejszenia wpływu cen emisji CO2 na ceny energii elektrycznej. Ale - i to istotne - przy jednoczesnym zachowaniu roli ETS w transformacji klimatycznej.
To balansowanie na linie. Z jednej strony presja opinii publicznej i rosnące koszty energii. Z drugiej - cele klimatyczne, których Unia nie zamierza porzucić.
Włoskie żądania i europejska solidarność
Szczególnie głośno o problemach z cenami energii mówią we Włoszech. Minister finansów Giancarlo Giorgetti jako pierwszy publicznie wezwał Komisję Europejską do sięgnięcia po narzędzia kryzysowe wprowadzone po inwazji Rosji na Ukrainę.
Włochy domagają się „ujednoliconej” odpowiedzi na kryzys energetyczny. Chodzi o to, żeby kraje o różnej sile finansowej nie działały każdy na własną rękę, bo to mogłoby doprowadzić do jeszcze większych nierównowagi na rynku.
Raffaele Nevi, senior parlamentarzysta z Forza Italia, podkreśla znaczenie skoordynowanych działań dla europejskiego przemysłu. To nie tylko włoskie postulaty - podobne głosy słychać z innych stolic europejskich.
Co dalej z rachunkami za ciepło?
Projekt rozporządzenia to dopiero początek procedury legislacyjnej. URE będzie musiał wypracować konkretne zasady kalkulowania taryf, które uwzględnią nowe przepisy.
Przedsiębiorstwa ciepłownicze już przygotowują się do zmian. Niektóre z nich liczą, że nowe zasady pozwolą im na lepsze planowanie inwestycji w ekologiczne źródła ciepła. Inne obawiają się, że skomplikowana procedura jeszcze bardziej wydłuży proces zatwierdzania taryf.
A konsumenci? Oni głównie chcą wiedzieć, czy ich rachunki za ciepło pójdą w górę, czy w dół.
Na razie trudno to przewidzieć. Wiele będzie zależeć od cen uprawnień do emisji CO2 na rynku, które w ostatnich miesiącach były dość niestabilne. Wpływ będą miały też decyzje URE dotyczące konkretnych przedsiębiorstw.
Śląsk w centrum uwagi
Nowe przepisy mogą mieć szczególne znaczenie dla naszego regionu. Śląsk to jeden z największych ośrodków ciepłowniczych w kraju, a lokalne przedsiębiorstwa energetyczne od lat inwestują w modernizację swojej infrastruktury.
Bytomska ciepłownia czy katowicka Tauron Ciepło to firmy, które będą musiały dokładnie przeanalizować wpływ nowych przepisów na swoje taryfy. Dla mieszkańców Katowic, Gliwic czy Sosnowca to może oznaczać konkretne zmiany w rachunkach.
Ale czy na plus, czy na minus? To się dopiero okaże.
Transformacja energetyczna po polsku
Cała sytuacja pokazuje, jak trudne jest pogodzenie ambitnych celów klimatycznych z rzeczywistością społeczną i ekonomiczną. Unia Europejska chce być neutralna klimatycznie do 2050 roku, ale droga do tego celu nie jest prosta.
System handlu emisjami miał być rynkowym narzędziem, które zachęci do ograniczania emisji CO2. W teorii brzmi rozsądnie. W praktyce oznacza dodatkowe koszty dla przedsiębiorstw, które w dużej części są przerzucane na konsumentów.
Polski rząd próbuje lawirować między unijnymi wymogami a oczekiwaniami społecznymi. Projekt rozporządzenia w sprawie taryf cieplnych to jeden z elementów tej strategii.
Czy się uda? Czas pokaże. Ale jedno jest pewne - debata o kosztach transformacji energetycznej dopiero się rozkręca. I dotyczy nas wszystkich.


Komentarze