Polska modelka Kaja Sokoła znalazła się w ujawnionych aktach Jeffreya Epsteina, ale nie z powodów, jakich można by się spodziewać. Jak się okazuje, jej nazwisko pojawiło się tam za sprawą Harveya Weinsteina, który w 2014 roku wysłał do finansisty maila z wymowną treścią.
- Kaja Sokoła pojawiła się w aktach Jeffreya Epsteina przez Harveya Weinsteina
- W 2014 roku Weinstein napisał do Epsteina: „mam co do niej złe przeczucia”
- Sokoła oskarżyła Weinsteina o wykorzystanie seksualne, gdy była nastolatką
- W maju 2025 roku stanęła z nim oko w oko w sądzie
- Była modelka dziś pracuje jako psycholog kliniczna
Mail, który wszystko wyjaśnia
W ujawnionej korespondencji znalazł się krótki, ale znaczący przekaz. „Kaja Sokoła, spotkałem ją dwa razy, mam co do niej złe przeczucia” - to treść maila, który miał wysłać Harvey Weinstein do Jeffreya Epsteina w 2014 roku.
Choć nadawca w aktach pozostał anonimowy, Sokoła nie ma wątpliwości, kto stał za klawiaturą. I właśnie te „złe przeczucia” mogą być kluczem do zrozumienia całej sprawy.
Od wybiegów do sali sądowej
Kaja Sokoła to nie tylko była gwiazda polskich wybiegów. Dziś, jako psycholog kliniczna, aktywnie działa w ruchu #MeToo i pomaga układać myśli innym. Ale jej droga do tej roli była wyboista.
W maju ubiegłego roku stanęła oko w oko z Harveyem Weinsteinem w sądzie. Oskarżyła go o dwukrotne wykorzystanie seksualne - gdy miała 16 i 19 lat. To były czasy, kiedy jako młoda modelka próbowała podbić świat mody.
„To są faceci, którzy mają olbrzymie poczucie władzy. Wiedzą, jak pociągać za sznurki, żeby inne osoby robiły dla nich to, co chcą” - mówiła Sokoła w materiale dla „Faktów”.
Polska jako łowisko dla drapieżników
Dlaczego akurat Polki znalazły się w orbicie zainteresowań takich postaci jak Weinstein czy Epstein? Według Sokoły odpowiedź jest brutalna, ale prosta.
„Dlaczego wybierali nasze kraje? Dlatego, że właśnie tutaj było dużo desperacji” - wyjaśnia była modelka. W latach 90. i na początku XXI wieku młode Polki, marzące o karierze za granicą, często były łatwym celem dla manipulatorów.
Sprawy Epsteina i Weinsteina to nie tylko skandale elit, ale też lekcja o tym, jak władza może być wykorzystywana przeciwko bezbronnym. A nazwisko Kai Sokoły w aktach finansisty? To najprawdopodobniej tylko skutek tego, że ktoś postrzegał ją jako potencjalne zagrożenie dla swojego systemu.
Źródło: Radio ESKA


Komentarze